poniedziałek, 29 czerwca 2015

Rozdział 3, Cz.4 - " Niespodzianka "

Kilka dni po przeprowadzce do Londynu postanowiłam że odwiedzę moją bff w Polsce i tak też zrobiłam, swoją podróż zaplanowałam przedwczoraj, właśnie kończę się pakować,  jest godzina 12:00.
Ubrałam się tak:

Jeszcze tylko przeczesałam włosy i zeszłam z walizką i torbą podręczną na dół do salonu
gdzie czekał na mnie Harry, który miał odwieźć mnie na lotnisko.
Torbę zarzuciłam na ramię, Harry wziął moją walizkę i wyszliśmy z domu, następnie
Harry otworzył auto, wsadził walizkę do bagażnika a następnie otworzył mi drzwi i wygodnie usiadłam na miejscu pasażera, chwilę później byliśmy w drodze na lotnisko.
Gadałam z Harrym na temat naszej przyszłości, było okej, dojechaliśmy ok 12:50, wzięłam walizkę i pożegnałam się z Hazzą, weszłam do środka, lot miałam na godzinę 14:00  , przeszłam przez wszystkie odprawy i nadałam też bagaż po czym czekałam tylko na mój lot, nawet nie zwróciłam uwagi i już  była godzina 13:30, więc poszłam na samolot.
Punktualnie o 14:00 samolot odleciał, leciałam z myślą że wszystko wzięłam i że moja przyjaciółka się ucieszy. O 15:45 byłam już na lotnisku w Warszawie, wyszłam z samolotu i poszłam odebraćmój bagaż, następnie złapałam taxówkę i udałam się pod adres mojej bff, o 15:30 byłam na miejscu, zapłaciłam taksówkarzowi i podeszłam do drzwi, zadzwoniłam dzwonkiem.
Chwilę później drzwi otworzyła mi moja bff która się na mnie rzuciła i obie zaczęłyśmy płakać ze szczęścia. Weszłam do środka.
Dzień dobry!-rzekłam przekraczając próg domu - Maggie? co ty tu robisz?- powiedziała mama Alicji - Zrobiłam niespodziankę i przyleciałam na parę dni do was - odpowiedziałam po czym przywitałam się z Alicji mamą i bratem, a następnie poszłam do góry do pokoju.
Resztę dnia spędziłam na rozmowie, opowieściach itp. Opowiedziałam im też o tych dwóch wypadkach, o mojej przeprowadzce.

sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział 3, Cz.4-" Ściągnięcie gipsu, wyprowadzka do Londynu "

Minął miesiąc od wypadku, dziś mam jechać na ściągnięcie gipsu.
Dochodziła właśnie godzina 11:00, wyszłam o kulach z pokoju i zeszłam
pomału ze schodów , wyszłam z mamą z domu, po czym mama zakluczyła dom i wsiadłyśmy
do auta i odjechałyśmy do szpitala, dojechałyśmy tam o 11:30 , wysiedliśmy z auta, mama zakluczyła samochód i udałyśmy się do wejścia do szpitala, minęło 10 minut i weszłam do sali gdzie ściągnęli mi gips, następnie lekarz zapisał mi jakąś maść i powiedział że mam jeszcze sobie robić opatrunki.
O 11:40 siedziałyśmy z mamą na kawie w szpitalnej kawiarence, potem wyszłyśmy ze szpitala i wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do domu, w którym byłyśmy o 12:10.
Weszłam do pokoju, zaczęłam się do końca pakować, gdyż się dziś wyprowadzam do Londynu
do chłopaków z 1D, bo jeśli oni wyjadą w trasę to zajmę się ich domem a przy okazji zacznę się "usamodzielniać" . Wszystkie formalności z przeprowadzką miałam już załatwione także spoko.
Pakowanie skończyłam po 14:00, zajęło mi to dużo czasu, kilka rzeczy też zostawiam tutaj bo nie biorę tam wszystkiego. Będę spała z Harrym, on ma dużą garderobę i już mi mówił że się pomieszczę.
Zniosłam moje walizki po czym wyszłam z domu, pociąg miałam na 15:47, a była już 14:56 , także szłam szybkim krokiem, o 15:30 byłam na miejscu, znalazłam mój pociąg i wsiadłam do niego, zajęłam swoje miejsce i położyłam walizki, na szczęście w moim przedziale siedziałam sama.
O 18:00 byłam już w Londynie, wzięłam moje walizki i wyszłam z pociągu, na peronie czekał na mnie Hazza i Liam , od razu się z nimi przywitałam, po czym poszliśmy do auta, Hazza schował moje walizki do bagażnika i ruszyliśmy, pod czas podróży do ich willi, gadaliśmy o ich trasie itp.
O 18:40 byliśmy na miejscu, ich willa znajdowała się na obrzeżach Londynu.
Willa była przepiękna
wjechaliśmy na posesje, następnie dżentelmen Louis wysiadł z auta i otworzył mi drzwi, za nim wysiadł Harry, który wyjął moje walizki z samochodu, weszliśmy do środka.
Zaparło mi dech w piersiach, wnętrze domu było przepiękne, takie eleganckie.
Z kuchni unosił się zapach kawy, od razu tam poszłam a w kuchni była reszta 1D, przywitałam się z nimi i poszłam do Hazzy, weszliśmy po schodach do góry, po czym weszliśmy do sypialni Harry'ego, tzn teraz jego i mojej sypialni.
Hazz otworzył garderobę, faktycznie zmieszczę się w niej-rzekłam i zaczęłam się rozpakowywać. W jednej walizce miałam elektronikę ( laptop, telefon, ładowarki i aparat ) , w drugiej walizce miałam ciuchy a w trzeciej buty, natomiast w torbie podręcznej miałam kosmetyki.
Rozpakowanie się zajęło mi jakieś 2h, następnie poszłam do łazienki , wzięłam prysznic i poszłam do sypialni, napisałam mamie smsa że idę spać i że jutro zadzwonię.

poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 3, cz.4- " Impreza, alkohol i poważny wypadek "

Po dość długim wyjeździe, tydzień wróciłam z Liamem do naszego rodzinnego domu.
Był piątek, godzina 15:00, siedziałam właśnie w salonie gdy nagle zadzwonił ktoś do drzwi,
więc poszłam je otworzyć, była to Lucy i jej chłopak, wpuściłam ich do środka.
Meg, idziesz z nami na imprezę dzisiaj do tego nowego klubu co go niedawno otworzyli? - Lucy zadała mi pytanie- No nie wiem w sumie.. - odpowiedziałam - No weź no, będzie super przy okazji poznasz kolegów Nicolasa- powiedziała Lucy, a ja po dłuższych przemyśleniach się zgodziłam - Więc przyjdziemy po ciebie na 20:00 , tylko bądź gotowa - powiedział Nocolas i wyszedł z Lucy.
O 16:15 wrócił Liam i rodzice.
Ermm, słuchajcie idę dzisiaj na imprezę i nie wiem o której wrócę także się o mnie nie martwcie- rzekłam - No okej, tylko proszę uważaj na siebie - rzekł tata - Okej okej - powiedziałam i poszłam do siebie na górę, weszłam do łazienki i wzięłam prysznic, umyłam włosy po czym je wysuszyłam i wyprostowałam a następnie owinięta szlafrokiem weszłam z powrotem do pokoju, usiadłam na łóżku  gdy nagle do pokoju wszedł Liam.
Mówiłam ci, pukaj jak wchodzisz !- rzekłam - Dobra dobra, ej ja spadam bo wyjeżdżam do Londynu do chłopaków, mamy jutro jakiś wywiad, potem koncert i znowu wywiad , więc mnie nie będzie jakieś 2-3 dni - powiedział Liam - Dobrze wiedzieć-odpowiedziałam - Siostra, tylko serio uważaj na tej imprezie bo ponoć w tym klubie to nawet ćpają- powiedział Liam- Braciszku ja wiem co robić, spokojnie nic mi się nie stanie- powiedziałam i pożegnałam się z Liasiem po czym on wyszedł z pokoju.
Dochodziła godzina 19:00 ..
Cooo to już ta godzina?-rzekłam sama do siebie i zrzucając w pośpiechu szlafrok z siebie weszłam do mojej garderoby, szukając nerwowo jakiegoś fajnego zestawu żebym mogła go dziś na imprezę ubrać, w końcu postanowiłam że ubiorę się tak:
 
 
po ubraniu się zasiadłam to toaletki i zrobiłam lekki makijaż po czym zarzuciłam torebkę na ramie do której włożyłam telefon i zeszłam na dół, pogadałam chwilę z rodzicami po czym zadzwonił ktoś do drzwi, była to Lucy i Nicolas, wyszłam  z domu żegnając się z rodzicami, do tego klubu nie było jakoś strasznie daleko, więc poszliśmy na pieszo.
O 20:32 byliśmy na miejscu, kupiliśmy wejściówki i weszliśmy do środka.
Głośna muzyka rozbrzmiewała w głośnikach, było świetnie. Usiedliśmy do stolika przy którym siedziało dwóch chłopaków i dwie dziewczyny, byli to znajomi Nicolasa i Lucy.
Od razu się z nimi zapoznałam, jeden miał na imię Jared, drugi Michael natomiast dziewczyny Nathalie i Victoria.
Po krótkim czasie zamówiliśmy sobie po drinku, zabawa trwała w najlepsze, zamawialiśmy kolejne drinki, było ich co raz więcej i więcej, po pewnym czasie zaczęło mi się kręcić w głowie, ale po krótce przeszło. Ok 1:30 w nocy wyszliśmy z klubu.
Ty jesteś pewien że chcesz do samochodu wsiąść?-zapytałam Jareda - Tak-odpowiedział chłopak i otworzył mi drzwi od samochodu, było nas w samochodzie 7, całe szczęście że ten samochód akurat był siedmioosobowy, ja siedziałam obok kierowcy. Po pięciu minutach jechaliśmy, Jared chyba za dużo wypił, bo niedaleko za klubem wpadł w poślizg, po czym uderzył w drzewo i dachował...
 
* 1:53 w nocy *
 
Po krótkiej chwili się ocknęłam, zaczęłam krzyczeć, płakać i wszystko na raz, odczuwałam cholerny ból w prawej nodze. Wokół samochodu kręcili się strażacy, policja i ratownicy z pogotowia.
Wyciągali po kolei moich znajomych, po krótkiej chwili znów zemdlałam.
 
.
.
.
.
.
.
 
Ocknęłam się po około dwóch minutach, nadal siedziałam zakleszczona w samochodzie, noga mnie strasznie bolała, na dodatek miałam rozwalony łuk brwiowy, cały czas płakałam, miałam rozmazany makijaż.
Spokojnie, już cię wyciągamy- rzekł jeden ze strażaków który odcinał wraz z kolegami tył samochodu - Nieee.. nie..nie daje rady, boli mn..mnie... - nie dokończyłam zdania..
.
.
.
.
.
.
.
.
Ocknęłam się kilka sekund później, tym razem leżałam chyba w karetce, nade mną stali ratownicy medyczni którzy zawieźli mnie na sygnale do szpitala, trudno mi się oddychało, noga mnie bolała tak samo jak łuk brwiowy i lewa ręka. Cały czas płakałam, nie mogłam się uspokoić, po 10 min dojechaliśmy do szpitala, ratownicy wynieśli mnie na noszach z karetki po czym wjechali tymi " noszami " do szpitala.
 
Halo, wiesz gdzie jesteś? - zapytał się mnie lekarz - Nic mu nie odpowiedziałam bo znów zemdlałam.
 



Obudziłam się po około 15 sekundach, byłam podłączona do jakiś urządzeń, pielęgniarki biegały od sali do sali, lekarz który się mną zajmuje cały czas stał obok mojego łóżka.
Czułam że znowu chyba odlecę, ale nie.. lekarz podłączył mi tlen, poczułam lekką ulgę.
Gdzie moja torebka, chcę zadzwonić do moich rodziców - powiedziałam do lekarza - Spokojnie, twoi rodzice zostali już powiadomieni i już tu jadą- odpowiedział i po dosłownie 20 minutach moi rodzice zjawili się w szpitalu, mama była cała zapłakana, a tata ją uspokajał.
Państwo są rodzicami Maggie, tak?- zapytał się lekarz- Tak - odpowiedział tata i razem z lekarzem poszli do gabinetu lekarzy.
W tym samym czasie, usnęłam.

 
 *2:46 w nocy - Londyn , oczami Liama *
 
Wchodziłem właśnie z chłopakami do naszego hotelu, gdy nagle zadzwonił mój telefon, który rzecz jasna odebrałem.
Że co? że Meg w szpitalu jest... ale jak .. jak to?- powiedziałem zdenerwowany a chłopacy stanęli jak słupy- Meg miała wypadek samochodowy, wracała ze znajomymi z imprezy - powiedziała moja mama - Nie.. mamo.. przyjadę z chłopakami.. - powiedziałem - Nie, Liam zostań w Londynie, my się nią zajmiemy, powiedz Harry'emu żeby się nie martwił, jej stan jest stabilny - odpowiedziała moja mama  a my z chłopakami weszliśmy do hotelu i skierowaliśmy się do naszego hotelowego apartamentu. Pogadałem chwilę z mamą, a potem po rozłączeniu się opowiedziałem wszystko chłopakom, którzy byli zszokowani.
Siedzieliśmy wszyscy totalnie zamurowani, po kilku minutach porozchodziliśmy się do swoich łóżek.
 
***
 
Tydzień później wyszłam do domu, prawą nogę mam złamaną, mam założony gips, także nici z imprez i większych spacerów, będę siedziała w domu albo na ogrodzie.
 
Kolejny weekend, tym razem chłopacy z 1D znowu przyjechali do Wolverchampton, cały czas
mi się pytają czy czegoś nie potrzebuje itp. Wczoraj się dowiedziałam że Jared i Nathalie zginęli w wypadku, nie znałam ich za bardzo ale na pogrzeb pójdę a raczej pojadę autem.
 
 
 


środa, 13 maja 2015

Rozdział 3, Cz,3- " Wyjazd z 1D w trasę "

Rano obudził mnie dźwięk dzwonka w telefonie, od razu go wyłączyłam i
spojrzałam za zegarek, godzina 5:00. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki,
wzięłam prysznic, umyłam włosy i je wysuszyłam po czym wyszłam z łazienki
i weszłam do garderoby gdzie wybrałam taki zestaw:

 i się w niego ubrałam, wyszłam z garderoby i usiadłam do toaletki gdzie zrobiłam lekki make up i włosy związałam w wysoką kitkę, po czym wzięłam moją walizkę i zeszłam na dół, telefon miałam w kieszeni. Usiadłam do stołu i zjadłam śniadanie.
Dziś miałam wyjechać z moim bratem i jego kumplami w trasę.
Wyjeżdżaliśmy spod mojego i Liama rodzinnego domu.
Wyjechaliśmy o 6:15.

środa, 8 kwietnia 2015

Rozdział 3, cz.2- " Wypadek i pobyt w szpitalu "

Kilka miesięcy temu skończyłam szkołę, zdałam maturę w 100%, otrzymałam
świadectwo z paskiem, list gratulacyjny, ale wróćmy do teraźniejszości.
Godzina 10:30 , piątek za oknem widać słoneczko, nie chce mi się
podnieść z łóżka ale w końcu to robię, gdy wstałam z łóżka od razu weszłam do łazienki,
wzięłam poranną kąpiel, umyłam i rozczesałam włosy po czym je wysuszyłam i wyszłam
z łazienki, weszłam do garderoby, ubrałam się w taki o to zestaw:
 

 
po czym przerzuciłam torbę przez ramię do której włożyłam telefon i portfel z pieniędzmi, po czym
zeszłam ma dół, spojrzałam na zegarek- godzina 11:20. Siedziałam już w kuchni, zjadłam szybko śniadanie, po czym miałam już wychodzić gdy zaczepił mnie Liam.
Gdzie idziesz?- zapytał- Na miasto, idę na jakieś zakupy chyba- odpowiedziałam i wyszłam.
Dochodziłam właśnie do parku, przeszłam przez ulicę i weszłam do parku, szłam ścieżką, bo tędy miałam najbliżej do centrum handlowego. Kiedy byłam już na miejscu a byłam tam o godzinie 11:40, to najpierw wstąpiłam do Starbucks'a po kawę, a następnie poszłam poszukać czegoś nowego, było dużo ładnych ciuchów ale nic nie kupiłam, nie wiedziałam co wybrać.
W końcu spojrzałam na wyświetlacz telefonu, godzina 12:57, pomyślałam że już wyjdę z tego centrum i tak też zrobiłam, nie chciało mi się wracać na pieszo do domu więc wzięłam zamówiłam taxówkę, która podjechała po 10 minutach, wsiadłam do niej, ale wyczułam woń alkoholu od kierowcy.. siedziałam na tylnym siedzeniu, przypięta pasami, jechaliśmy obrzeżem miasta, gdy nagle na łuku drogi taxówka zjechała na bok i uderzyła w drzewo, poczułam silne uderzenie i straciłam przytomność, którą odzyskałam po jakiś 5 minutach. Miałam rozwalony łuk brwiowy, wargę, rozciętą rękę i  kawałek szkła wbity w prawą dłoń, wokół samochodu chodzili policjanci, którzy jako pierwsi pojawili się na miejscu wypadku, strasznie płakałam, trzęsłam się ze strachu, gdy nagle znów straciłam przytomność.
 
***
Obudziłam się na łóżku w białej sali podłączona do kroplówki i innych urządzeń , nie wiedziałam gdzie jestem.. nagle podszedł do mnie jakiś pan w białym ubraniu.
Wiesz gdzie jesteś? -zapytał - N..Nie.. - powiedziałam cichym głosem - Jesteś w szpitalu- odpowiedział lekarz - A.. A gdzie moi rodzice?-zapytałam? - Nie ma tu ich, masz jakiś numer do nich? - zapytał lekarz - T..Ta.Tak, w telefonie mam zapisane wszystkie numery, proszę go wziąć i zadzwonić do moi..- nie dokończyłam zdania bo znów straciłam przytomność.
 
OCZAMI LIAMA:
Było już po 14:00, mojej siostry nie było w domu, co mnie zdziwiło gdyż mówiła że nie będzie długo, naszych rodziców nie było, nagle zadzwonił mi telefon.
Halo? to ty siostro?- powiedziełem - Nie to nie twoja siostra, dzwonię ze szpitala, twoja siostra tutaj jest - odpowiedział lekarz a mnie zamurowało - Ale jak to? co się stało?- powiedziałem - To nie jest rozmowa na telefon, przyjedź do szpitala- odpowiedział lekarz - Dobrze- odpowiedziałem i się rozłączyłem, natychmiast zadzwoniłem do rodziców, nie chciałem ich martwić, przyjechali po 20 minutach.
Co się stało Liam?-zapytała mama - Maggie jest w szpitalu, nie wiem co się stało ale lekarz powiedział że to nie rozmowa na telefon- powiedziałem - Jak to.. - moi rodzice się zmówili.
Wyszliśmy wszyscy z domu, mama go zakluczyła i wsiedliśmy do auta taty po czym odjechaliśmy do szpitala. Ok 14:40 byliśmy na miejscu, tata zaparkował samochód, wysiedliśmy z niego i weszliśmy do szpitala, na recepcji zapytaliśmy o Meg, recepcjonistka wskazała nam odpowiednie drzwi do sali w której leżała Maggie, rodzice poszli porozmawiać z lekarzem a ja wszedłem do Meg.
Gdy wszedłem do Maggie to ona była blada jak ściana, była podłączona do jakiegoś urządzenia i do kroplówki. Była też nieźle poobijana.
Meg! jak.. jak ty się czujesz? -zapytałem - Już lepiej, ale strasznie boli mnie głowa i nadal słabo mi jest- odpowiedziałam - Rodzice też tu są tylko poszli porozmawiać z lekarzem - powiedziałem a Meg skinęła tylko głową - Harry wie o tym?- zapytałam - Nie, ale zaraz do niego zadzwonię , bo w sumie chłopacy mieli przyjechać na weekend do nas- odpowiedziałem  a Maggie znowu skinęła głową. Kilka minut potem do sali weszli rodzice z lekarzem a ja wyszedłem z sali, wyciągnąłem telefon i wybrałem numer do Harry'ego.
Siema Hazz, jesteście już w drodze do nas? -zapytałem - Tak, a nawet jesteśmy już pod waszym domem ale nikogo nie ma - odpowiedział loczek - Bo.. bo jesteśmy w szpitalu u Meg- odpowiedziałem - Że co? ale co się stało? - zapytał Hazz - Przyjedźcie do szpitala  - powiedziałem i się rozłączyłem po czym schowałem telefon do kieszeni.
O 15:30 do szpitala weszła reszta 1D, przywitałem się z nimi i pokazałem salę na której leży Meg, od razu wszyscy do niej weszli, a pacjenci leżący na sali zrobili wielkie oczy.
Meg, kochanie! co ci jest?- powiedział Harry -  Już lepiej, ale strasznie boli mnie głowa i nadal słabo mi jest- odpowiedziałam - Strasznie wyglądasz- dodał Niall - Tyle to ja wiem, moja ręka wygląda gorzej bo jeszcze szkła mi nie wyciągnęli i mnie to uwiera strasznie - powiedziałam gdy na salę wszedł lekarz.
Teraz zabierzemy państwa córkę na prześwietlenie tej ręki, po czym wyciągniemy szkło i zszyjemy ranę - powiedział lekarz a pielęgniarki wywiozły mnie na łóżku z sali.
 
______________
 
W szpitalu spędziłam  tydzień czasu, teraz leżę w domu i odpoczywam, ponieważ miałam wstrząs mózgu i jestem jeszcze osłabiona, na szczęście cały czas rodzice i Liam się mną opiekują, ale jak tylko wrócę do zdrowia, to Liam obiecał mi że zabiera mnie z chłopakami w trasę koncertową.
 
 
 


wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 3, cz.1 - " Moja 18-nastka "

* KILKANAŚCIE MIESIĘCY PÓŹNIEJ*

Wstałam rano, sprawdziłam telefon, pełno smsów z życzeniami, życzenia na fb, instagramie i twitterze też były. Byłam mile zaskoczona, odłożyłam telefon i poszłam do łazienki, tam się wykąpałam i wyszłam. Zeszłam na dół, owinięta moim szlafrokiem. Nikogo nie było, był piątek. Myślałam że ktoś w tym domu został a jednak nie, na stole w kuchni znalazłam karteczkę z napisem:
" Ze szkoły jesteś zwolniona, w kopercie obok masz pieniądze na bilet do Londynu. Po przyjeździe do Londynu udaj się do willi 1D. Bądź tak na 16:30 i ubierz się ładnie." -Rodzice
No ciekawe co oni kombinują-pomyślałam i wróciłam do siebie do góry. Na zegarku była 8:30, cały dzień będę się nudziła-powiedziałam i weszłam na laptopa, zalogowałam się na skype, akurat była dostępna moja przyjaciółka Alicja to się z nią połączyłam. Gadałam z nią ok 2h.
O 10:40 wyłączyłam laptopa, i spakowałam torbę podręczną po czym ubrałam się w:
( OPRÓCZ TOREBKI )..
 
Zeszłam na dół z moją torbą podręczną, spojrzałam na zegarek który wskazywał 11:45.
Ja się tak długo grzebałam?-powiedziałam sama do siebie i usiadłam na sofie w salonie, gdy nagle zadzwonił ktoś do drzwi, wstałam i poszłam je otworzyć, przed drzwiami stała Lucy i jej chłopak Nicolas. Wpuściłam ich do środka.
Zaczęli mi śpiewać 100 lat i dali mi wielkie pudełko obwiązane różową wstążką.
Dziękuje-odpowiedziałam i nakazałam im usiąść w salonie.
Poszłam do kuchni , nalałam do kieliszków szampana i przyniosłam to do salonu.
Wypiliśmy za moje zdrowie, pogadaliśmy z 2 h. po czym oni poszli a ja wyszłam na pociąg, była godzina 13:50, około 20 minut później byłam już na stacji, wsiadłam w odpowiedni pociąg i odjechałam. W Londynie byłam równo o 16:00. No super mam półgodziny na dojście do willi 1D.. nie dam rady w szpilkach-pomyślałam. Nagle zobaczyłam taxówkę, od razu do niej wsiadłam i powiedziałam adres. Dojechaliśmy tam w równe 30 minut.
Zapłaciłam taxówkarzowi i wyszłam z taxi po czym weszłam na posesje 1D.
Coś było dziwnego... nikogo nie było widać. No cóż-westchnęłam i weszłam do środka.
To co zobaczyłam .. po prostu to było przepiękne..  nagle z góry zbiegli goście, moi rodzice, całe 1D ( oprócz Harry'ego), Little Mix, rodzice Hazzy, siostra Zayna...i wiele innych. Zaczęli śpiewać mi 100 lat, po czym każdy po kolei składał mi życzenia i wręczał prezenty. Na końcu stał Harry z tortem na którym było moje i jego zdjęcie.
Harry położył tort na stole w jadalni. Wszyscy zasiedliśmy do stołu.
Było super. Impreza trwała do później nocy.
 

poniedziałek, 9 marca 2015

Rozdział 2, cz.6- " Koniec wakacji i rozpoczęcie roku szkolnego"

Dochodziła właśnie godzina 11:45, gdy zadzwonił mój telefon.
Halo?-powiedziałam - Hej, to ja Alicja, jestem już w domu, dziękuje ci za każdą chwilę spędzoną razem, za zdjęcia, filmiki, ognisko, podchody, zakupy, namioty. Było super, ale jest już praktycznie końcówka wakacji - powiedziała moja przyjaciółka.
Ja też dziękuje ci, za rok powtórka-powiedziałam. Zamieniłyśmy jeszcze 2 zdania i się rozłączyłam, bo jechałam właśnie z rodzicami na zakupy. Musiałam kupić książki, przybory szkolne i parę innych rzeczy. Wybraliśmy się do galerii, godzina 12:30 , pełno ludzi, dzieci z rodzicami itp.
Tata poszedł kupić mi książki do księgarni, a mama poszła ze mną po przybory szkolne, weszłyśmy do sklepu " School Time " gdzie znajdowało się wszystko do szkoły prócz książek.
Cały koszyk był zawalony zeszytami, długopisami itp.
Po zapłaceniu za zakupy, wyszłyśmy z pełną torbą.
Potrzebujesz nowy plecak, czy chcesz ten stary co masz?-Zadała mi pytanie moja mama
Ja nie wiem właściwie tamten jest dobry jeszcze, ale wolałabym coś nowego- odparłam i weszłam z mamą do sklepu NIKE, tam kupiłam różowy plecak z białym znaczkiem NIKE, oraz nową parę NIKE ROSHE RUN. Zapłaciłyśmy za to i wyszłyśmy. Po drodze wstąpiłyśmy do Starbucks'a na kawę. Mama zadzwoniła do taty żeby przyszedł, ten zjawił się po 5 minutach. Zamówiliśmy 3 duże kawy i je wypiliśmy a następnie wyszliśmy z zatłoczonej galerii. Gdy byliśmy już na parkingu to tata odpalił samochód, zakupy włożyliśmy do bagażnika i zajęliśmy następnie swoje miejsca.
Przez całą drogę pisałam smsy z Harrym i Alicją.
W końcu dotarliśmy do domu, tata wjechał na posesję, wyszliśmy z samochodu. Wyjęłam z mamą zakupy z bagażnika i weszłyśmy do domu.
Od razu poszłam na górę to wszystko ogarnąć.
Ugh, to już ta godzina?-powiedziałam sama do siebie gdy na zegarku wybiła godzina 16:00.
Zeszłam na dół, pooglądałam tv, potem coś zjadłam i poszłam na górę.
Przygotowałam sobie ciuchy na jutrzejsze rozpoczęcie roku szkolnego i poszłam wziąć prysznic. Umyłam włosy, potem je wysuszyłam i dokładnie rozczesałam.
Twarz wysmarowałam kremem nawilżającym po czym wyszłam z łazienki i położyłam się na łóżko, jutro rozpoczęcie roku szkolnego miałam na godzinę 9:00.
Leżałam na tym łóżku aż w końcu usnęłam.

* NA ZAJUTRZ-ROZPOCZĘCIE ROKU SZKOLNEGO*
 
Obudził mnie Liam, myślałam że go zabije.
Kurde, Liam! która to godzina jest że mnie budzisz co?-powiedziałam oburzona i spojrzałam na zegarek który wskazywał godzinę 7:30.
Liam, ja cię kiedyś chyba zabije-powiedziałam i wstałam z łóżka a Liam wyszedł z pokoju.
Poszłam do łazienki gdzie ubrałam się we wcześniej przygotowany outfit:
 
po czym po wyjściu z łazienki zasiadłam do mojej toaletki, zrobiłam lekki makijaż, rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone włosy po czym wsadziłam do torebki telefon i zeszłam na dół. Dochodziła 8:10, zjadłam na szybko płatki z mlekiem i wyszłam z domu a za mną mój tata który mnie odwiózł do szkoły gdzie byłam o 8:30, przed szkołą spotkałam Lucy i jej chłopaka. Przywitałam się z nimi i weszliśmy do szkoły, czułam na sobie wzrok innych ale nie przejmowałam się tym. Poszliśmy na salę gimnastyczną, zajęliśmy miejsca. Punktualnie o 9:00 dyrektor zaczął przemowę, potem udaliśmy się do naszych klas, zapisaliśmy plan lekcji i mogliśmy wyjść. Po 1h byłam z Lucy i jej chłopakiem na dworze przed szkołą, zrobiliśmy sobie selfie i wstawiłam je na instagrama z podpisem:
"First day in school witch my friends" po czym pod szkołę podjechał mój tata, ok 10:30 byłam już w domu, najpierw się spakowałam na jutro a następnie poszłam się przebrać.
Ubrałam zwykły biały t-shirt, czarne rurki i białe krótkie converse.
Cały dzień spędziłam w domu.