poniedziałek, 15 czerwca 2015

Rozdział 3, cz.4- " Impreza, alkohol i poważny wypadek "

Po dość długim wyjeździe, tydzień wróciłam z Liamem do naszego rodzinnego domu.
Był piątek, godzina 15:00, siedziałam właśnie w salonie gdy nagle zadzwonił ktoś do drzwi,
więc poszłam je otworzyć, była to Lucy i jej chłopak, wpuściłam ich do środka.
Meg, idziesz z nami na imprezę dzisiaj do tego nowego klubu co go niedawno otworzyli? - Lucy zadała mi pytanie- No nie wiem w sumie.. - odpowiedziałam - No weź no, będzie super przy okazji poznasz kolegów Nicolasa- powiedziała Lucy, a ja po dłuższych przemyśleniach się zgodziłam - Więc przyjdziemy po ciebie na 20:00 , tylko bądź gotowa - powiedział Nocolas i wyszedł z Lucy.
O 16:15 wrócił Liam i rodzice.
Ermm, słuchajcie idę dzisiaj na imprezę i nie wiem o której wrócę także się o mnie nie martwcie- rzekłam - No okej, tylko proszę uważaj na siebie - rzekł tata - Okej okej - powiedziałam i poszłam do siebie na górę, weszłam do łazienki i wzięłam prysznic, umyłam włosy po czym je wysuszyłam i wyprostowałam a następnie owinięta szlafrokiem weszłam z powrotem do pokoju, usiadłam na łóżku  gdy nagle do pokoju wszedł Liam.
Mówiłam ci, pukaj jak wchodzisz !- rzekłam - Dobra dobra, ej ja spadam bo wyjeżdżam do Londynu do chłopaków, mamy jutro jakiś wywiad, potem koncert i znowu wywiad , więc mnie nie będzie jakieś 2-3 dni - powiedział Liam - Dobrze wiedzieć-odpowiedziałam - Siostra, tylko serio uważaj na tej imprezie bo ponoć w tym klubie to nawet ćpają- powiedział Liam- Braciszku ja wiem co robić, spokojnie nic mi się nie stanie- powiedziałam i pożegnałam się z Liasiem po czym on wyszedł z pokoju.
Dochodziła godzina 19:00 ..
Cooo to już ta godzina?-rzekłam sama do siebie i zrzucając w pośpiechu szlafrok z siebie weszłam do mojej garderoby, szukając nerwowo jakiegoś fajnego zestawu żebym mogła go dziś na imprezę ubrać, w końcu postanowiłam że ubiorę się tak:
 
 
po ubraniu się zasiadłam to toaletki i zrobiłam lekki makijaż po czym zarzuciłam torebkę na ramie do której włożyłam telefon i zeszłam na dół, pogadałam chwilę z rodzicami po czym zadzwonił ktoś do drzwi, była to Lucy i Nicolas, wyszłam  z domu żegnając się z rodzicami, do tego klubu nie było jakoś strasznie daleko, więc poszliśmy na pieszo.
O 20:32 byliśmy na miejscu, kupiliśmy wejściówki i weszliśmy do środka.
Głośna muzyka rozbrzmiewała w głośnikach, było świetnie. Usiedliśmy do stolika przy którym siedziało dwóch chłopaków i dwie dziewczyny, byli to znajomi Nicolasa i Lucy.
Od razu się z nimi zapoznałam, jeden miał na imię Jared, drugi Michael natomiast dziewczyny Nathalie i Victoria.
Po krótkim czasie zamówiliśmy sobie po drinku, zabawa trwała w najlepsze, zamawialiśmy kolejne drinki, było ich co raz więcej i więcej, po pewnym czasie zaczęło mi się kręcić w głowie, ale po krótce przeszło. Ok 1:30 w nocy wyszliśmy z klubu.
Ty jesteś pewien że chcesz do samochodu wsiąść?-zapytałam Jareda - Tak-odpowiedział chłopak i otworzył mi drzwi od samochodu, było nas w samochodzie 7, całe szczęście że ten samochód akurat był siedmioosobowy, ja siedziałam obok kierowcy. Po pięciu minutach jechaliśmy, Jared chyba za dużo wypił, bo niedaleko za klubem wpadł w poślizg, po czym uderzył w drzewo i dachował...
 
* 1:53 w nocy *
 
Po krótkiej chwili się ocknęłam, zaczęłam krzyczeć, płakać i wszystko na raz, odczuwałam cholerny ból w prawej nodze. Wokół samochodu kręcili się strażacy, policja i ratownicy z pogotowia.
Wyciągali po kolei moich znajomych, po krótkiej chwili znów zemdlałam.
 
.
.
.
.
.
.
 
Ocknęłam się po około dwóch minutach, nadal siedziałam zakleszczona w samochodzie, noga mnie strasznie bolała, na dodatek miałam rozwalony łuk brwiowy, cały czas płakałam, miałam rozmazany makijaż.
Spokojnie, już cię wyciągamy- rzekł jeden ze strażaków który odcinał wraz z kolegami tył samochodu - Nieee.. nie..nie daje rady, boli mn..mnie... - nie dokończyłam zdania..
.
.
.
.
.
.
.
.
Ocknęłam się kilka sekund później, tym razem leżałam chyba w karetce, nade mną stali ratownicy medyczni którzy zawieźli mnie na sygnale do szpitala, trudno mi się oddychało, noga mnie bolała tak samo jak łuk brwiowy i lewa ręka. Cały czas płakałam, nie mogłam się uspokoić, po 10 min dojechaliśmy do szpitala, ratownicy wynieśli mnie na noszach z karetki po czym wjechali tymi " noszami " do szpitala.
 
Halo, wiesz gdzie jesteś? - zapytał się mnie lekarz - Nic mu nie odpowiedziałam bo znów zemdlałam.
 



Obudziłam się po około 15 sekundach, byłam podłączona do jakiś urządzeń, pielęgniarki biegały od sali do sali, lekarz który się mną zajmuje cały czas stał obok mojego łóżka.
Czułam że znowu chyba odlecę, ale nie.. lekarz podłączył mi tlen, poczułam lekką ulgę.
Gdzie moja torebka, chcę zadzwonić do moich rodziców - powiedziałam do lekarza - Spokojnie, twoi rodzice zostali już powiadomieni i już tu jadą- odpowiedział i po dosłownie 20 minutach moi rodzice zjawili się w szpitalu, mama była cała zapłakana, a tata ją uspokajał.
Państwo są rodzicami Maggie, tak?- zapytał się lekarz- Tak - odpowiedział tata i razem z lekarzem poszli do gabinetu lekarzy.
W tym samym czasie, usnęłam.

 
 *2:46 w nocy - Londyn , oczami Liama *
 
Wchodziłem właśnie z chłopakami do naszego hotelu, gdy nagle zadzwonił mój telefon, który rzecz jasna odebrałem.
Że co? że Meg w szpitalu jest... ale jak .. jak to?- powiedziałem zdenerwowany a chłopacy stanęli jak słupy- Meg miała wypadek samochodowy, wracała ze znajomymi z imprezy - powiedziała moja mama - Nie.. mamo.. przyjadę z chłopakami.. - powiedziałem - Nie, Liam zostań w Londynie, my się nią zajmiemy, powiedz Harry'emu żeby się nie martwił, jej stan jest stabilny - odpowiedziała moja mama  a my z chłopakami weszliśmy do hotelu i skierowaliśmy się do naszego hotelowego apartamentu. Pogadałem chwilę z mamą, a potem po rozłączeniu się opowiedziałem wszystko chłopakom, którzy byli zszokowani.
Siedzieliśmy wszyscy totalnie zamurowani, po kilku minutach porozchodziliśmy się do swoich łóżek.
 
***
 
Tydzień później wyszłam do domu, prawą nogę mam złamaną, mam założony gips, także nici z imprez i większych spacerów, będę siedziała w domu albo na ogrodzie.
 
Kolejny weekend, tym razem chłopacy z 1D znowu przyjechali do Wolverchampton, cały czas
mi się pytają czy czegoś nie potrzebuje itp. Wczoraj się dowiedziałam że Jared i Nathalie zginęli w wypadku, nie znałam ich za bardzo ale na pogrzeb pójdę a raczej pojadę autem.
 
 
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz